Ustawienie wszystkich moich demonów „w szeregu” i nazwanie ich po imieniu było kluczowe w odnalezieniu siebie, jako kobiety, artystki i człowieka – Małgorzata Beczek [wywiad]

Małgorzata Beczek – miłośniczka kotów, z wykształcenia psycholog. Gra na ukulele i gitarze oraz pisze piosenki. Jak sama o sobie mówi „muzyka płynie jej we krwi”. Właśnie wydała swoją debiutancką EP 2002. O swoich muzycznych początkach, mrocznej historii i planach na przyszłość opowie sama Artystka.

fot. materiały prasowe

Billboard News: Od czego zaczęła się Twoja muzyczna pasja?

Małgorzata Beczek: Muzykę kocham od zawsze. Ciężko powiedzieć, od kiedy i dlaczego lubię śpiewać. Pamiętam jedynie swój pierwszy publiczny występ. To było oczywiście w przedszkolu, a konkretniej – na przeglądzie piosenki przedszkolnej w miejskim kinie. Miałam wtedy 5 lat, śpiewałam wtedy dwie piosenki:  „Fale” i „Motylek”. Nie omieszkałam wówczas zmusić rodziców do zainwestowania w odpowiedni strój sceniczny, a także przebrać się… za fale i motylka. Wtedy też zdobyłam pierwszą w życiu nagrodę i po raz pierwszy poczułam, że być może naprawdę umiem śpiewać. A skoro można robić to, co się lubi, to czemu nie? Potem pojawiły się moje pierwsze dziecięce marzenia. Była bajka „Bratz Rock Angelz” o gwiazdach rocka, potem był serial „Gwiazda od zaraz” – o gwieździe rocka. No i mała Gosia zamarzyła sobie zostać gwiazdą rocka. Tak to się zaczęło. Czy ktoś w rodzinie zaraził mnie muzyką? Nie pochodzę z typowo muzykalnej rodziny, na instrumentach grają wujkowie, siostry i bracia cioteczni, jednak słuch i poczucie rytmu mają wszyscy jej członkowie. Myślę, że najwięcej tutaj zdziałało to, że miałam możliwość śpiewać od rana do wieczora, potem tata woził mnie na wszystkie lokalne konkursy, rodzice inwestowali w lekcje śpiewu i pozwalali mi jeździć na nie aż do Garwolina, a potem się tam nawet przeprowadzić. Tak więc chyba najbardziej rozwinęło mnie to, że nikt mi w rozwoju nie przeszkadzał. W międzyczasie zaczęłam śpiewać w kościelnym chórze Niebieskie Owieczki, gdzie zakochałam się w muzyce gospel i harmonii ludzkich głosów. Pierwszy zespół założyłam, mając 12 lat, pierwszy rockowy koncert zagrałam w wieku 16 lat. Ten pociąg do muzyki był we mnie od zawsze, a z roku na rok stawał się coraz silniejszy i bardziej świadomy.

Billboard News: Co z marzeniami kilkuletniej Gosi zrobiła Małgorzata?

Małgorzata Beczek: Kilkuletnia Gosia śpiewała z miłości do muzyki, natomiast kilkunastoletnia Gosia miała już poważne plany koncertowe i wydawnicze. Z moim pierwszym zespołem rockowym o nazwie Lunatycy zagraliśmy chyba z 10 koncertów! Dla czerwonowłosej szesnastolatki była to ogromna pasja, która w pewnym momencie przerodziła się w wewnętrzną presję. Każdy kolejny zespół, który tworzyłam miał wielkie plany i coraz ciekawsze piosenki. Smutnym faktem było jednak to, że im starsi się stawaliśmy, tym więcej czasu zaczęły pochłaniać praca, życie towarzyskie, rodzina, studia, czy inne obowiązki. Bardzo ciężko było znaleźć zespół, którego wszyscy członkowie byliby tak samo zaangażowani i nastawieni na ten sam cel. Niektórzy woleli grać dla przyjemności, niektórzy po prostu się poddawali, a nasza muzyka lądowała w szufladzie. Im bardziej rosła moja frustracja, tym bardziej przekonywałam się do tego, żeby pójść „na solo” i spróbować swoich sił twórczych jako solowa artystka, a nie frontmanka zespołu. Decyzję tę podjęłam w 2018 roku i nie żałuję.

Billboard News: Jesteś absolwentką psychologii, na studiach pracowałaś jako prezenterka radiowa z własną audycją „Z innej beczki”, i na tym Twoja przygoda z radiem się nie skończyła, bo miałaś też warszawski epizod w radiu ESKA. Kiedy zdecydowałaś, że to nie ta strona mikrofonu?

Małgorzata Beczek: Radio pokochałam „od pierwszego wejrzenia”, którym był nabór do redakcji studenckiego Radia Centrum w Lublinie. Dostałam się dzięki wiedzy muzycznej i ciekawemu głosowi z dobrą dykcją i energią. Przez 3 lata „szkoliłam” się tam na prezenterkę muzyczną, nabrałam trochę doświadczenia, finalnie nie skończyłam jednak przed mikrofonem Radia Eska, a zajęłam się tworzeniem playlist i koordynowaniem muzyki na kanałach Eska TV i Eska Extra. Zabawne, że przez kilka lat mojej przygody dziennikarskiej podświadomie chciałam po prostu poznać ten rynek od środka! Kocham radio i chętnie zasiądę kiedyś ponownie przed mikrofonem, by podzielić się swoimi odkryciami muzycznymi w autorskiej audycji, jednak na chwilę obecną jestem już pewna, że w pierwszej kolejności – sama chcę być tym odkryciem. 🙂 

Billboard News: Magisterkę z psychologii pisałaś naturalnie o „terapii muzyką” (śmiech)? A tak na poważnie, dlaczego studia psychologiczne, a nie muzyczne?

Małgorzata Beczek: Zabawne, że moja praca magisterska dotyczy prokrastynacji, czyli odkładania na ostatnią chwilę. Jeszcze zabawniejsze – napisałam ją w całości, ale samą obronę odłożyłam na ostatnią chwilę! Plany pokrzyżowała przeprowadzka z Lublina do Warszawy i obowiązki zawodowe. Cieszę się jednak, że oprócz dyplomu magistra niebawem zdobędę też medal prawdziwego mistrza prokrastynacji. 🙂 Studia psychologiczne dały mi ogromną wiedzę o ludzkiej psychice, która z kolei otworzyła mnie twórczo – w moich tekstach stałam się bardziej szczera i bezpośrednia. Piszę o nerwicy lękowej i atakach paniki, konfrontuję się z depresją i „demonami przeszłości” bez wstydu i wahania. Otwarcie mówię o byciu ofiarą przemocy szkolnej, o samotności, autodestrukcji, rozstaniach i utraconych przyjaźniach. Chciałabym w swoich tekstach pokazać, że to nic złego mówić o swoim zdrowiu psychicznym, szczególnie w okresie pandemii, kiedy nasze głowy narażone są na wiele negatywnych bodźców i emocji. Wszystkie emocje są ważne i dobre, a muzyka pomaga nam wszystkim połączyć się w trudnych chwilach. Chciałabym, by w mojej muzyce każdy znalazł swoje bezpieczne miejsce.

Billboard News: Po Twoim występie na Festiwalu Piosenki Filmowej i Musicalowej w Garwolinie Elżbieta Zapendowska powiedziała „To jest zwierzę sceniczne”. Z jakim repertuarem się tam zaprezentowałaś? Jest gdzieś dostępny zapis tego występu?

Małgorzata Beczek: Haha, jest! W 2013 roku miałam 18 lat i odbywałam dosyć intensywny romans z musicalem, dzięki mojej cudownej nauczycielce śpiewu – Aurelii Luśni. Miło wspominam te czasy, jednak z perspektywy czasu wiem, że zdecydowanie lepiej czuję się w nieco innej muzyce. W musicalu kręci mnie kompleksowość – jest gra aktorska, są emocje, jest taniec, jest kreacja sceniczna i jakaś postać, w której skórę można wejść. Na tym etapie swojego życia wolę być jednak w swojej skórze, czuję się w niej bardzo dobrze i na scenie chcę być po prostu Małgorzatą Beczek.

Małgorzata Beczek na Festiwalu Piosenki Filmowej i Musicalowej w Garwolinie

Billboard News: Właśnie wydałaś debiutancką EP-kę „2002”. Jakie to uczucie oddać swoje muzyczne dziecko światu? Był stres?

Małgorzata Beczek: Cudowne! Stres ogromny, ale też ogromna ulga. Pisałam te piosenki w dosyć mrocznym momencie mojego życia, dlatego cieszę się, że mogłam w końcu to z siebie wyrzucić. Chyba jak każdy artysta – do swojej twórczości podchodzę bardzo emocjonalnie i możliwość zamknięcia za sobą tego etapu było jak katharsis. Dzisiaj jestem szczęśliwym i bogatszym o doświadczenia człowiekiem, dlatego jestem pewna, że moja kolejna płyta będzie już bardziej optymistyczna!

Strzelaj – teledysk

Billboard News: O albumie 2002 mówisz, że to „spowiedź” ale odnoszę wrażenie, że raczej z cudzych grzechów.

Małgorzata Beczek: Oj tak, jest to bardzo trafne spostrzeżenie. Jest w tym albumie sporo gniewu, zarówno skierowanego do wewnątrz, jak i do zewnątrz. Myślę, że cały proces twórczy był w dużym stopniu terapeutyczny. Kiedy tworzyłam jeszcze w zespołach pop-rockowych, zawsze starałam się dodać na końcu nawet najbardziej mrocznej i smutnej piosenki – jakąś iskierkę nadziei i optymizmu. W tym przypadku już tak nie było. Zanurzyłam się w stu procentach w cały ten gniew i bezradność. Pozwoliłam sobie poczuć emocje, których wcześniej się bałam. I ta konfrontacja była właśnie oczyszczająca. Można powiedzieć, że ustawienie wszystkich moich demonów „w szeregu” i nazwanie ich po imieniu było kluczowe w odnalezieniu siebie – jako kobiety, artystki i człowieka, który ewoluuje, rodzi się na nowo i rozkwita w pełnej okazałości.

Nie! – teledysk

Billboard News: Poruszasz bardzo ważne i trudne społecznie, szczególnie wśród młodzieży tematy: depresja i nerwica lękowa (Nie!), hejt i przemoc w szkole (Strzelaj), utracona przyjaźń i samotność (Cisza), konfrontacja z lękami i demonami (Zła). Nie obawiałaś się debiutu w tak mrocznej i ciężkiej tematyce?

Małgorzata Beczek: Ani trochę. Wręcz przeciwnie – czułam, że w końcu mogę być w stu procentach sobą i nie ulegać presji „wesołego hitu”, który spodoba się wszystkim. Już od jakiegoś czasu zaczęliśmy się bardziej otwierać na twórczość muzyków, którzy opowiadają o swoich problemach i traumach. Przykładem może być Billie Eilish, którą oczywiście spotkał ogromny hejt za „wymyśloną depresję”, ale pomyślmy też o tym, ilu młodym osobom jej historia mogła pomóc. Ludzie są już znudzeni idealnymi gwiazdami – z idealnym życiem, wiecznie przyklejonym uśmiechem i dobrą miną do złej gry. Jesteśmy tylko ludźmi i w muzyce szukamy podobnych do siebie ludzi, z których historią możemy się w pewnym sensie utożsamić i znaleźć „kompana” w trudnych chwilach. Tak od zawsze działała muzyka, a im bardziej otwarcie mówimy o zdrowiu psychicznym w muzyce popularnej – tym bardziej mam przeczucie, że robię dobrze, to, co robię. Moim głównym celem jest bycie szczerą i prawdziwą w swoich tekstach i będę szczęśliwa, jeśli dzięki mojej muzyce uda się komuś pomóc lub zwrócić uwagę na jakiś społeczny problem.

Billboard News: „Poszłaś na solo sama ze sobą”? Która z Was wygrała?

Małgorzata Beczek: Haha, zdecydowanie ta dobra! Pokonała tę niepewną siebie nastolatkę, która bała się, że nie jest wystarczająco utalentowana ani zdolna do tego, żeby samodzielnie napisać piosenkę czy zorganizować swój koncert. Okazało się, że umiem i jedno i drugie. Wiem, że przede mną jeszcze długa droga, jednak na chwilę obecną jestem w bardzo dobrym miejscu. Czuję wewnętrzny spokój, ekscytację i motywację do dalszej pracy nad sobą. Każdą porażkę traktuję jako cenną lekcję, jednak dzięki tej walce z własnymi kompleksami i demonami wiem, że jestem w stanie pokonać siebie, a swoje wątpliwości i czarne scenariusze przekuć w coś dobrego.

Billboard News:  Jenny. Nie ukrywam, że jest to  mój ulubiony utwór z Twojej EP. Odsyła mnie w podróż do przeszłości szlakiem moich ukochanych przebojów i jednocześnie szlakiem życiowych epizodów i emocji, które chyba każda z nas zaliczyła gdzieś po drodze. Opowiedz  trochę więcej o tym utworze.

Małgorzata Beczek: „Jenny” jest to utwór, w którym postanowiłam zawrzeć różne imiona występujące w kultowych polskich piosenkach. Pojawia się „Jenny” Edyty Bartosiewicz, jest też „Katasza” zespołu Hey, jest „Małgośka” Maryli Rodowicz, jest też słynna „Julia” od zespołu Wanda i Banda. Te wszystkie kobiety są we mnie, ale i w każdej kobiecie, która dojrzewa, ma problemy i zmaga się z różnego rodzaju demonami z przeszłości. „Jenny” to moja historia, moja autobiografia, ale i moje muzyczne alter ego. Tym utworem zamykam w swoim życiu pewien rozdział i oficjalnie zdeptuję ślady stóp, które prześladowały mnie od 2002 roku do dziś. 

Skąd pomysł na wykorzystanie kobiecych imion? Pierwsze wersy do tej piosenki napisałam podczas jednej z nieprzespanych nocy, kiedy to śpiewałam na weselu. Dotarło do mnie, jak wiele wspaniałych polskich piosenek ma w swoich tytułach kobiece imiona. I z jak wieloma kobietami na polskim rynku się utożsamiam. Są szczere do bólu, wrażliwe, nieustraszone, silne i… skłonne napisać tak mocny tekst, że zostaje on potem symbolem czegoś większego – hymnem swojej epoki. „Jenny” to też pewnego rodzaju symbol – dla mnie jest to próba przełamania siebie samej. Tą piosenką zamykam swoją debiutancką EP-kę, ale też zamykam w swoim życiu rozdział, tym samym otaczając opieką wszystkie kobiety we mnie – te, które mają za sobą wzloty i upadki, te, które mają różne twarze, różne bagaże i doświadczenia, ale przede wszystkim tę silną i szczęśliwą, którą jestem dzisiaj.

Jenny – official audio

Billboard News: Masz w planach klip do tego utworu? 

Małgorzata Beczek: Tak! I mam już kilka pomysłów na scenariusz klipu. Tak dobrze pracowało mi się z ekipą Motion Pikczer przy teledysku do „Strzelaj”, że chyba zrobię z nimi kolejny klip (jeszcze o tym nie wiedzą!). Chciałabym, żeby ten utwór był ukłonem w stronę wspaniałych artystek – Kasi Nosowskiej, Edyty Bartosiewicz, Maryli Rodowicz, Wandy Kwietniewskiej i innych kobiet, dzięki którym pokochałam muzykę i poczułam siłę na scenie. Wyobrażam sobie w tym klipie prawdziwy „girl power”. Więcej nie zdradzę!

Billboard News: Mówisz, że tym utworem „zamykasz pewien etap w swoim życiu”. Co dalej?

Małgorzata Beczek: Dalej będę tworzyć, dalej będę śpiewać i dalej będę próbowała dotrzeć ze swoją muzyką do szerszej publiczności. Myślę, że każdy początkujący artysta marzy, by w końcu porzucić pracę na etat i mieć więcej czasu na budowanie własnej marki. Taki mam plan i w tym kierunku będę dążyć.

Billboard News: Zdecydowałaś się na debiut w czasie pandemii, który jest szczególnie trudny promocyjnie dla artystów. Obostrzenia praktycznie uniemożliwiają jakiekolwiek granie koncertów, a dwutygodniowe restrykcje trwają już ponad rok i końca nie widać. Masz w planach jakieś koncerty promujące 2002?

Małgorzata Beczek: Tak! Mam w planach kilka domowych live session, którym rozpocznę cykl promocyjny tego albumu. Kiedy tylko będzie możliwe zagranie jakiegokolwiek koncertu dla żywej publiki, będę robić wszystko, co w mojej mocy, by stanąć ponownie na scenie. Tam czuję się jak ryba w wodzie i mam nadzieję, że niebawem uda się spełnić kolejne marzenie – o trasie koncertowej!

Cisza – teledysk

Billboard News: Trochę już w tym temacie zdradziłaś ale na koniec zapytam jeszcze „porządkująco”: jakie są Twoje najważniejsze muzyczne (lub nie) plany na najbliższą przyszłość?

Małgorzata Beczek: Koncerty, kolejny, tym razem długogrający, album, może jakaś ciekawa muzyczna współpraca? Jest mnóstwo polskich artystów, z którymi chciałabym połączyć swoje inspiracje i wizje. Na chwilę obecną jednak skupiam się na tym, żeby dotrzeć z jeszcze raczkującym debiutanckim materiałem do ludzi, którzy nie mają pojęcia o moim istnieniu. Myślę, że ci wrażliwi, szukający w muzyce przede wszystkim emocji i prawdy, zasługują na to, by poznać moją muzykę i moją historię. Jeśli uda się w ten sposób skraść czyjeś serce – będę spełniona i dumna, że moja praca i mój talent nie idą na marne. 

Billboard News: W takim razie trzymam mocno kciuki i oby do zobaczenia i usłyszenia wkrótce na muzycznych szlakach 🙂

___________________

Rozmowę przeprowadziła Beata Ejzenhart

EP 2002  – streaming party:

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s